POM POM SUMMER

2-3 lipca 2016

Wysoko w chmurach da się złapać swoje myśli bardziej.
Plan jest taki – 14 dni i 4 kraje.
W tym 3, w których piłka w grze. Kiedy zaczynam pisać moje wspomnienia jestem nad Hiszpanią, a za chwilę nad Francją, gdzie nadal panuje atmosfera Euro.
Ale wszystko robione „po staremu”, jak w pamiętnikach i dziennikach, które kiedyś pisałam. Wrócę do nich po latach, tak jak do tych notatek chcę wrócić po powrocie.
Bo to mają być prawdziwe wakacje, odpoczynek, relax, słońce, zachwycanie się widokami – realnymi, a nie komputerowymi.
Tak, niech to będą prawdziwe wakacje dla moich oczu – obiecuję, że będą patrzyły na komputer tylko podczas pisania. No i ok – będę miała kontakt z Wami – klientkami i czytelniczkami.

A teraz do rzeczy – zabrałam ze sobą 6 par butów, a wybranie mi ich zajęło łącznie z 8 godzin, a i tak przeżywałam, że nie wzięłam espadryli na koturnie, zamiast espadryli mogłam wziać trampki, a 3cia para sandałków z pomponami została w kącie w garderobie…. Pewnie jak będę to czytać po wakacjach, to uznam to za śmieszne.

Pierwszy etap: dolecieć do Frankfurtu-  zaliczyłam, zmieściłam dużo w walizce  i przeżyłam te wyrzuty sumienia, że z tylu par musiałam zrezygnować.
Założyłam na siebie to, co największe i najcięższe, jeansy, T-shirt i adidasy. Zmarzłam na pokładzie i po wyjściu z samolotu, bo na miejscu było tylko 20 stopni.

Sportowo było też na miejscu, a raczej miało być, bo wg mnie i w tym przypadku powiało chłodem.
Drużyna niemiecka miała walczyć dziś wieczorm o półfinał Euro. Ducha walki, takiej jak u nas i ducha wspólnego kibicowania nie odnalazłam ani na ekranie, ani pośród niemieckich kibiców, z którymi oglądałam pierwszą połowę. Na miejscu ze sznyclami wygrało amerykańskie jedzenie, a na boisku – szczęście w karnych.

Na pokładzie samolotu zaczęli roznosić jedzenie i zapach czipsów zostanie już chyba z nami do samej Portugalii.
Kapitan oznajmił, że na miejscu jest 29 stopni i już nie mogę się doczekać, bo stopy mi zmarzły :) To przez sandałki.
Założyłam je, żeby nie zepsuć paznokci – malowałam je rano. Nie róbcie tak. Mnie w pośpiechu nie wyszło. bo 1 łazienka na 4 osoby to wyzwanie. Ciekawe, jak będzie w hotelu – dam znać wieczorem, teraz podziwiam chmury. Zobaczę, czy od drugiej strony też można układać z nich obrazki.

 

12 lipca 2016
Całkowity brak czasu na komputer. To dobrze! Wspomnienia zapisałam w pamięci, obrazki na zdjęciach, a najważniejsze momenty to krótkie filmiki.
Wiele rzeczy było też nie do opisania, jak przeżycia, promienie słońca na skórze, radość, o i emocje, też właśnie te piłkarskie, na które czekałam! Mogłam przeżywać finał i półfinał z Portugalczykami,których drużyna zdobyła mistrzostwo Europy. Z większą sympatią spojrzałam nawet na Ronalda, a wieczór podsumowałam zakupami w patronackim sklepie Forca Portugal.
Przyznam się, nie biegałam za wiele, ale może nie tyle z lenistwa, co planów na dane dni, upałów i zmęczenia, takiego pozytywnego, bo zwiedziliśmy Portugalię i pieszo, i na wodzie, i a lądzie.

Mogłabym pisać wiele, ale rozpiszę się o jednym, więc chyba lotu by mi brakło, bo jeszcze tylko 2 godziny i będę w Niemczech, a stamtąd dalej w drogę!

ten2 ooo

 

 

 

 

 

 

Gdybym miała przydzielić temu wyjazdowi jakiś symbol, z pewnością byłby to 1 z kolorowych pomponów na moich butach.
Mogłam śmiało zabrać tylko je, bo zawsze, gdy miałam wybór – pompony, czyli meliski, pompony, czy czarne sandały, pompony, czy espadryle – wybór padał na pompony. Faworyzowałam je nieziemsko,chociaż nie do końca, bo na tą podróż samolotem znowu wybrałam butki cięższe, z obawy, że bagaż przekroczy dozwolony limit.

Pompony pasowały mi do wszystkich rzeczy, które spakowałam.
Były bardzo efektowne, a ja przecież lubię, kiedy to, co mam na nogach zwraca uwagę.
Na zbyt gorącym piasku spisywały się cudownie, nie musiałam zdejmować ich na plaży (pasowały też do kostiumu), a piasek wpadał i wypadał.
Nic się nie urwało, każdy pomponik jest na miejscu, a sznureczki się trzymają.
Nie obcierały, bo są lekkie i przyjemne dla stopy.
Miałam 2 pary, ale możliwości wiązania wyszły „w praniu” i nosiłam jako gladiatorki lub zawiązane przy kostkach.
Te, które miały także ozdoby na sznureczkach nosiłam do mniej ozdobnych rzeczy, chociaż można było wiązać tak, aby były z tyłu.

Podsumowując, choć wieczorami padałam jak mucha, to stopy miałam lekkie jak piórko, wcale niezmęczone i zadowolone rano, że znowu mogą się przyozdobić.
Poranki pokochałam chyba bardziej w Lagos, gdzie śniadania jedliśmy na tarasie z widokiem na ocean, choć te w Albufeirze, w ogródku też były bardzo smaczne.
Chętnie zostałabym na dłużej i pochodziła na plażę do znudzenia, ale to chyba nigdy by się nie stało i musiałabym zostać tu na zawsze!

 

 

 

1 2 3 4 5 6 7 8345678

 

18 lipca

Nie publikowaniem posta chyba postanowiłam sobie wydłużyć urlop. Bałam  się, że wracając do zdjęć będzie mi bardziej smutno. To był jakiś powakacyjny kryzys. Troszkę ustąpił, gdy poniedziałek już za mną; minął zgodnie z każdym pracowitym poniedziałkiem roku. Co innego wakacyjnym – właśnie próbuję sobie przypomnieć, co robiłam w pierwszy wakacyjny poniedziałek… Gdybym prowadziła dziennik, tak, jak zakładałam, byłoby prościej. Ale nie żałuję, naprawdę odpoczęłam od siedzenia przed komputerem. Niestety wakacje chyba były za krótkie, bo nie było mi dziwnie i nieswojo siadając na swoim miejscu pracy.

Za 4 minuty będzie północ, a za 20 min rozładuje mi się bateria. Jeśli nie zdążę opublikować posta teraz, to obiecuję, że w końcu przestanę przedłużać ten czas, w którym pokazanie pierwszej tury zdjęć z wyjazdu naprawdę oznacza już, że wróciłam do domu…

Ale przecież lato trwa…

 

20 lipca 2016

Publikuję pierwszą część i przygotowuję już następną.

elikshoe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *